Małgorzata Gutowska-Adamczyk i Wydawnictwo Nasza Księgarnia zapraszają do lektury!

Wśród książek Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk znajdziecie powieści obyczajowe, historyczne, groteskę, powieść autobiograficzną. Zapraszamy do lektury!



środa, 22 września 2010

Podzielcie się "Cukiernią"!

Szanowni Goście,
Przygotowaliśmy kolekcjonerski dwupak "Cukierni Pod Amorem", do którego dodany będzie numer specjalny "Obserwatora Gutowskiego", poświęcony autorce. Wewnątrz znajdziecie wywiad Doroty Koman, przepisy kulinarne Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, wypowiedzi osób, które ją znają oraz - uwaga! - jeszcze ciepły fragment powstającego właśnie trzeciego tomu!

To nietypowe wydanie będzie dostępne na http://www.empik.com/ od 10 listopada  (już w tej chwili w przedsprzedaży), a prezentuje się tak:

Mamy nadzieję, że się Wam spodoba i zechcecie obdarować nim swoich bliskich.

Pozdrawiam serdecznie,
Agata

piątek, 17 września 2010

Fragment tomu drugiego: W Krynicy latem 1903.

Latem 1903 roku Adrianna Zajezierska pojechała do Krynicy już nie tylko z guwernantką i synem. Towarzyszyła jej przyjaciółka, Agnieszka z Niewiadomskich Radziewicz, z synem Edwardem, a także szwagierka Agnieszki, a siostra Joachima – Urszula z Radziewiczów Jastrzębiec-Gawryszewska z córkami: Anetą, Balbiną i Krystyną. Towarzystwo ulokowało się znów w pensjonacie Sielanka, winszując Adzie świetnego wyboru i mając nadzieję na udany pobyt.


Hrabina oczekiwała spotkania ze swym poetą, Lucjanem Krzyckim, z którym przez cały miniony rok prowadziła ożywioną korespondencję, poza tematami ogólnymi obejmującą też literaturę, poezję i dramat ze szczególnym uwzględnieniem najnowszych dzieł młodego twórcy. Ada informowana była na bieżąco o każdej nowej strofie, a potem odczytywała jego wiersze w czasie spotkań towarzyskich, wywołując ciche westchnienia zachwytu u wszystkich pań, żadna bowiem nie mogła pochwalić się podobnymi znajomościami.

Nic więc dziwnego, że zapowiadany przyjazd Lucjana do Krynicy spowodował wśród pań wielkie zamieszanie. W pośpiechu ustalano z właścicielem Sielanki terminarz podwieczorków, podczas których konsumowano by nie tylko słynące z dobroci wypieki miejscowych cukierników, lecz także raczono się strawą duchową: poematami i fragmentami prozy poetyckiej oraz dramatów młodego twórcy.

Po długim oczekiwaniu przybył wreszcie do Krynicy, ponownie z nieodłączną matką Marceliną, która nadal, choć był już niewątpliwie mężczyzną, traktowała go jak dziecko. Ada zauważyła tę przemianę od razu i przyglądała się jej nie bez pewnej obawy. Pozornie niewiele się zmienił: wciąż smukły, trochę blady, o zamglonym, nostalgicznym, nieobecnym spojrzeniu. Jego zarost nadal był jasny i miękki, ale czuprynie przydałoby się troszkę uładzenia. On sam się tym nie przejmował, zainteresowany wszystkim, tylko nie swoim wyglądem.

Na paniach zrobił wrażenie, dziewczęta zachwycił. Piszczały, szeptały przy śniadaniu, a serce Ady drżało z lęku. Niby Lucjan wciąż dawał jej wyrazy uszanowania, ale właśnie – uszanowania! A byli prawie kochankami! Przynajmniej tak się Adzie wydawało. W każdym razie o tym marzyła. Przyjechała do Krynicy z nadzieją na kontynuowanie tych podniecających szeptanych rozmów i uściśnięć dłoni, tych prawie pocałunków, które wymieniali w zeszłym roku pod rozłożystym klonem w ogrodzie willi Sielanka.

Niby byli tacy sami i deklarowali to samo, coś się jednak zmieniło. Nie miała wątpliwości: Lucjan się przeobraził. Zresztą sama w pewnym sensie ponosiła winę takiego stanu rzeczy. Przecież każdym swoim listem utwierdzała go w przekonaniu, że jego dzieła to wybitna literatura, a teraz jeszcze czyniły tak wszystkie panie i dziewczęta z Sielanki, nie tylko kuracjuszki z Zajezierzyc, również te przybyłe z okolic Kalisza, Łowicza, spod Warszawy i Częstochowy!

Tak, Lucjan zrobił się popularny! Latem w Krynicy niepodzielnie królowały kobiety, więc siłą rzeczy pojawienie się jakiegokolwiek mężczyzny znudzone własnym towarzystwem panie traktowały niczym wielką atrakcję. Utworzyły wokół poety szczelny wianuszek wzdychających wielbicielek i Ada poczuła się zbędna. Rozgoryczona, siadała z boku, chcąc przynajmniej przyciągnąć jego spojrzenie, jednak na próżno – zasypywany pytaniami i prośbami o wpis do sztambuchów , nawet tego nie zauważył.

Więc stała się jedną z wielu! Smak porażki przyprawiał ją o wieczorne łzy, kiedy mogła sobie na nie wreszcie pozwolić, zamknąwszy się w swojej sypialni. Ale było też coś jeszcze bardziej przykrego: znacznie młodsza od niej Anetka Jastrzębiec-Gawryszewska po prostu lgnęła do Lucjana! Wodziła za nim zakochanym spojrzeniem, wzdychała głośno, kiedy tylko pojawił się gdzieś obok, pchała mu się na oczy w natrętny sposób, na jaki ona, Ada, nigdy by sobie nie pozwoliła.

Hrabina Zajezierska przepłakała kilka nocy, a potem uznała, że trzeba działać.

sobota, 11 września 2010

Co znajdziecie w drugim tomie?

Drodzy Goście!

Jest nam niezwykle miło, że tak licznie odwiedzacie tę stronę! Abyście nie zaglądali tu na darmo i aby choć w części zaspokoić Waszą ciekawość oraz - być może - rozpalić zainteresowanie drugim tomem sagi "Cukiernia Pod Amorem", zamieszczam poniżej notatkę poetki i przyjaciółki książek, jak sama siebie określa, Doroty Koman, która jest już po lekturze "Cieślaków". Oto, co napisała:

Sięgnęłam po drugi tom opowieści o cukierni Pod Amorem – a tu kompletne zaskoczenie: zamiast małego miasteczka na Mazowszu, Chicago w rozkwicie i przedwojenna Warszawa –
z jej kabaretowymi scenami i teatrami, z legendarną „Ziemiańską”
i pierwszymi automobilami na stołecznych ulicach!
Równie zaskakujący nowi bohaterowie sagi – Cieślakowie!
W jaki sposób los skrzyżuje drogi drobnych złodziejaszków z Powiśla ze starą ziemiańską familią?
Wielkie pożegnania i zaskakujące powroty. Dobre i złe, ale zawsze trudne i ryzykowne wybory.
I przepowiednia starej Cyganki, która powoli zaczyna się spełniać...

Tymczasem Pod Amorem pojawia się Ruda, która spędza sen z powiek nie tylko Idze.
Mnożą się zagadki, na których rozwiązanie przyjdzie nam jeszcze poczekać.
Popłyńmy zatem z Marianną do Nowego Świata, a z Grażyną Toroszyn podbijajmy Warszawę i serca prawdziwych dżentelmenów, wiedząc, że i tak wszystkie drogi prowadzą do Gutowa, skoro to tu, nieopodal Cukierni Hryciów, na palcu tajemniczej mumii znaleziono rodowy pierścień Zajezierskich...

Pozdrawiam,
Agata

czwartek, 2 września 2010

Garść wspomnień autorki o Halinie Kolasińskiej


Halina Kolasińska, z domu Gutowska, starsza siostra mojego taty, moją matką chrzestną została z przypadku, jednak nigdy nie miałam powodu, by się na ten przypadek uskarżać. Po pierwsze: prowadziła cukiernię, do której wolno nam było wchodzić od zaplecza. Po drugie: była niezwykle hojna. Obdarowywała nas nie tylko ciastami na święta, ale i prezentami, a ja za dobre oceny na świadectwie dostałam od niej złoty pierścionek. Ciotka miała też kolekcję porcelanowych figurek, która mnie w dzieciństwie fascynowała i duży księgozbiór, świadczący o zainteresowaniach humanistycznych, w którym lubiłam buszować nieco później. Jej pasja podróżnicza realizowana w czasach głębokiego PRL-u też nie była czymś wtedy oczywistym.




Była osobą niezwykłą. Po śmierci męża spłaciła długi, a niewielką pracownię cukierniczą doprowadziła do rozkwitu. Wraz z synami wybudowała duży dom i zakład przy głównej ulicy. Jej nazwisko liczyło się w mieście, a w rodzinie, jako najstarsza, miała poważanie u trzech młodszych braci, nad którymi dyskretnie i w miarę możliwości czuwała.

Zawsze elegancko ubrana, z charakterystycznym nieco nosowym głosem, któremu barwę nadawał lekki katar, borykała się bowiem z chronicznym zapaleniem zatok, odróżniała się od kobiet swoich czasów. Była zjawiskowa. Wysoka i dumna, nawet wtedy, gdy brakowało pieniędzy, nigdy nie traciła klasy.

Odeszła zbyt wcześnie. Nie przeczytała żadnej z moich książek. Nie zdążyłam jej nawet powiedzieć, że pragnę zostać pisarką. Mam nadzieję, że „Cukiernia Pod Amorem”, z której pomysłem nosiłam się od ponad ćwierćwiecza, której od początku miała być jedną z głównych bohaterek i którą jej ostatecznie zadedykowałam, spodobałaby się Halinie Kolasińskiej, a choć Halina i Celina nie są tożsame, gdyby nie Halina Kolasińska, Celina Hryć nigdy by nie zaistniała.

mga

środa, 1 września 2010

"Cukiernia" wciąż wśród bestsellerów!


Miło mi Was poinformować, że "Cukiernia Pod Amorem" tom "Zajezierscy" wciąż znajduje się wśród bestsellerów EMPiKu. Bardzo się cieszymy, że wydana przez nas powieść zyskała Wasze uznanie i sympatię! Tom drugi, "Cieślakowie" już wkrótce!
Pozdrawiam,
Agata

wtorek, 31 sierpnia 2010

Autorka w Polskim Radio

Jeśli nie mieliście okazji posłuchać, rozmowę z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk znajdziecie tu:

http://www.polskieradio.pl/jedynka/kultura/artykul185687.html

Pozdrawiam,
Agata

środa, 25 sierpnia 2010

Fragment tomu 2, Cieślakowie: Barbara Zajezierska odkrywa brak pierścienia

1896


Minęło kilka miesięcy, zanim Barbara Zajezierska zorientowała się, że w skrytce za obrazem nie ma pierścienia Salomei. Rzadko zaglądała do skarbczyka, zwłaszcza że była zdania, iż o zamożności rodziny świadczą piękne budynki, pełne sąsieki, dobrze uprawione pola, zdrowi i zadowoleni chłopi, nie zaś szkatuły ze złotem i drogimi kamieniami. Dlatego, gdyby je miała, w trudnych chwilach zapewne zamieniłaby kosztowności na gotówkę, by dołożyć do gospodarstwa.

Ale rodzinna tradycja stanowiła dla Barbary nie lada wartość. Nie chodziło o błyskotki zakładane na bal celem olśnienia towarzystwa – od dawna nauczyła się bez nich obchodzić. Ponad trzydzieści lat temu rodzina oddała wszak niemal całą biżuterię na wsparcie czynu zbrojnego powstania styczniowego, w szkatule ostał się jednak ten jedyny pierścień jako symbol trwałości nazwiska i jego pięknej historii. Sygnet z trzema gwiazdami powinien był leżeć w niepozornym pudełeczku, w skrytce umieszczonej w ścianie gabinetu pana na Zajezierzycach. Tak działo się od dnia ślubu Salomei Gutowskiej, która wniosła go jako wiano, wychodząc za mąż za Bonifacego Zajezierskiego. Bonifacy był ojcem Konstantego i Władysława, dziadem Henryka oraz pradziadem Tomasza i teraz, kiedy przygotowywano się do chrztu Pawła, jego babka, hrabina Barbara, zapragnęła położyć sygnet na beciku dziecka, by podkreślić wielopokoleniową więź rodziny z Polską oraz jej sprawami, dzięki koligacji z Gutowskimi datującą się od bitwy pod Grunwaldem.

Skrytka za obrazem miała niewielkie rozmiary, więc hrabina od razu zauważyła brak pudełeczka. Zapytany o wyjaśnienia, bo tylko on miał oprócz niej klucze do skarbca, hrabia Tomasz najpierw udał obojętność, potem zdziwienie. Odpowiadał mętnie, unikał wzroku matki i absolutnie nie żałował straty. Zawsze zresztą twierdził, że pierścień nie ma żadnej wartości. W końcu to nie Zajezierski odznaczył się na polu bitwy pod Grunwaldem, tylko któryś z dalekich przodków Salomei, niejaki Chwałko, jak chce tradycja, choć nie sposób tego zweryfikować. Tak więc nie jest to część historii Zajezierskich, ale Gutowskich, których linia skończyła się na Salomei i jej siostrach wiele lat temu.

Racjonalnie myśląc, miał słuszność, jednakże zwyczaj obdarzania pierworodnego potomka pierścieniem Salomei zakorzenił się w rodzinie Zajezierskich i Barbara pragnęła go kontynuować. Chcąc znaleźć pamiątkę, zastanawiała się, czy kradzieży dokonał ktoś z domowników, ale ze skarbca nic innego nie zginęło, choć przechowywano tam też cenniejszą biżuterię Ady i Tomasza oraz trochę gotówki na bieżące potrzeby. Dlaczegóżby złodziej miał to wszystko zostawić, a zainteresować się jedynie niepozornym pierścieniem? No i kto mógłby to zrobić, skoro do gabinetu Tomasza wchodzili jedynie jego dwaj zaufani lokaje, z których każdy przepracował w pałacu po kilka lat, odznaczając się nieskazitelną uczciwością?

Czy ryzykowaliby utratę dobrej posady dla niepewnego zysku? Gdyby zaś mieli kraść, w skrytce znajdowały się przecież na pierwszy rzut oka o wiele cenniejsze precjoza. Sprawa pozostawała zatem na razie niewyjaśniona, Barbara Zajezierska nie skojarzyła jej bowiem z tajemniczym zniknięciem nauczycielki, Marianny Blatko. Wiosną dziewczyna nagle przestała śpiewać podczas mszy i w kościele zrobiło się tak jakoś smutno. Hrabina nie słyszała, by wyszła za mąż, zresztą w takich przypadkach do dobrego tonu należało zaproszenie Zajezierskich na wesele, na pewno więc przyszłaby z narzeczonym i organistą Wincentym, swym dziadkiem. W końcu pracowała w pałacowej ochronce, z tego tytułu dostałaby odprawę.

Jako córce mamki hrabiego należało się jej też wiano od pałacu – nie było powodu, by odstępować od tego zwyczaju. Może rzeczywiście wyjechała, aby kształcić głos? Miała wielki talent i pewnie szansę na karierę. Kiedy hrabina zapytała o to jej dziadka, stary Rogala skwapliwie, choć bez radości potwierdził ten fakt. Marianna wyjechała i nieprędko wróci.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Nowe zdjęcia

Drogie dziewczyny, zdobyłam trochę nowych zdjęć. Tu Halina Gutowska prawdopodobnie podczas okupacji. Zwróćcie uwagę na fantastycznie skomponowany strój. W takiej garsonce spokojnie mogłaby wyjść na dzisiejszą warszawską ulicę.


Poniżej fotografia małżonków Gutowskich: Czesławy z Michalskich i Władysława (babki i dziadka autorki po linii męskiej, rodziców Haliny), wykonana w zakładzie fotograficznym Foto Pelagja, prawodobnie w końcu lat dwudziestych XX wieku.


A tu najstarsza trójka z pięciorga ich dzieci. Od lewej siedzą: Halina, Leopold oraz Joanna.




Pozdrawiam,
Agata

sobota, 14 sierpnia 2010

Fragment tomu 2, Cieślakowie: Iga zmaga się z zazdrością o ojca

Kiedy za przeszkloną ladą cukierni Pod Amorem pojawiło się nowe ciastko: czekoladowa pianka z wiśniami o nazwie „Piękna Helena”, plotkarki wzmogły czujność. Tymczasem Iga odwlekała wyjawienie ojcu swych podejrzeń. Jakoś się ciągle nie składało: wychodził, nim zdążyła zamknąć sklep, albo ucinał dyskusję tuż po wstępie i szedł dopilnować produkcji. Nie podobała jej się ta jawna deklaracja i chciała mu to powiedzieć wprost. Ciastko cieszyło się dużym powodzeniem, co było świetne dla biznesu, ale szkodliwe dla reputacji właściciela.
Hryć chyba się tym nie przejmował, może nawet był zadowolony, że sprawa się wreszcie wydała, pozostawiał jednak córce kilka dni na przetrawienie nowiny, zanim przedstawi jej Helenę oficjalnie. Zdecydowali bowiem, że nie będą się ukrywać.

„Dlaczego major Nierychło potulnie się godzi, żeby mu grali na nosie? Nie jest przecież jakimś pierwszym lepszym chłystkiem. Ma chyba swój męski honor?” – plotkarki nie ustawały w dociekaniach.

A Iga wstydziła się za ojca, który zachowywał się jak czternastolatek. Złościło ją, że pamięć jej matki wyparła „ta wulgarna, tłusta dziwka” i modliła się, by Helenę spotkało coś strasznego. Już nie rozważała rzucenia studiów i powrotu do Gutowa, wręcz przeciwnie, pragnęła jak najszybciej uciec z miasta, bo nowa miłość ojca napawała ją obrzydzeniem. Chciała go zostawić samego z firmą i chorą matką, bo Celina Hryć wciąż bez pomocy nie wstawała z łóżka, niech sobie radzi sam. Ale wakacje się jeszcze nie skończyły. Co mogłaby robić w Warszawie? Pewnie poszłaby do jakiejś pracy, a przecież pracę miała tutaj i to u siebie! Nie, nie, trzeba pilnować tych dwojga! A zwłaszcza rudej. Kto wie, co ona knuje?

Iga nie była w stanie pogodzić się z rzeczą, wydawałoby się oczywistą: że Helena Nierychło zwyczajnie zakochała się w jej ojcu. Że wydał jej się ujmujący, co wielokroć mu mówiła, z tym swoim zachowaniem dużego chłopca, uroczym wstydem, niezręcznością, staroświeckim podejściem do kobiet. Nie pamiętała już, kiedy ostatnio dostała bez okazji kwiaty od mężczyzny. A on, gdy tylko powiedziała, że choć mieszka razem z mężem, znajdują się w separacji, codziennie wysyłał jej bukiet. Chciał ją poznać bliżej, w lot chwytał wszystkie jej życzenia, zawsze ustępował, gdy dzieliła ich różnica zdań. Był mężczyzną idealnym.

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Zwycięstwo!

Miło jest nam poinformować, że "Cukiernia pod Amorem" zajęła drugie miejsce w plebiscycie "Książka na lato 2010", zorganizowanym przez portal Przy Kominku we współpracy z innymi, zaprzyjaźnionymi portalami.

Więcej informacji znajdziecie tutaj:

 http://przykominku.com/plebiscyt_wyniki_2010/

 Brawa należą się podwójne, ponieważ "Cukiernia" wystartowała z tygodniowym opóźnieniem!

Pozdrawiam,
Agata