Małgorzata Gutowska-Adamczyk i Wydawnictwo Nasza Księgarnia zapraszają do lektury!

Wśród książek Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk znajdziecie powieści obyczajowe, historyczne, groteskę, powieść autobiograficzną. Zapraszamy do lektury!



czwartek, 23 maja 2013

Burza nad Parkiem Sołackim

W dniach 21 i 22 maja odwiedziłam Wielkopolskę.

21 maja rozpoczęłam cykl czterech spotkań autorskich w gościnnym Gimnazjum Nr 1 w Murowanej Goślinie. Już w drzwiach przywitała mnie kilkuosobowa grupa hrabin Zajezierskich w strojach z epoki. Byłam tak zdumiona, że nawet nie zdołałam sięgnąć po aparat! Tu jednak znajdziecie fotorelację z tych przygotowań:


Ocknęłam się chwilę później, stając w cukierni Pod Amorem, która za niewygórowaną cenę 1 PLN oferowała mnóstwo cudownie kuszących słodkości:

 
 

Szarlotka, której próbowałam, była rewelacyjna!

Spotkanie z grupą młodzieży z Gimnazjum Nr 1 oraz kilku okolicznych szkół, między innymi z Technikum Żywienia, Gimnazjum Nr 2, gimnazjów z Obornik i Koziegłów, odbyło się z okazji zakończenia dorocznego konkursu Mól Książkowy, organizowanego w tym gimnazjum. Obecni byli opiekunowie młodzieży, nauczyciele oraz dyrektor Gimnazjum Nr 2, pani Justyna Furman.

Spotkanie poprzedziła przygotowana przez uczniów prezentacja multimedialna przerywana krótkimi scenkami z moich powieści.

W oczekiwaniu na zdjęcia, chciałabym serdecznie podziękować paniom: Ewie i Ani Płonkom za zorganizowanie mojego przyjazdu na tę uroczystość oraz czułą opiekę od początku do końca pobytu w Murowanej Goślinie, pani Alinie Strugarek za oprawę plastyczną, pani dyrektor Justynie Furman, pedagogowi szkolnemu, pani Oli Grobeli oraz bibliotekarce, pani Justynie Feliksiak, za miłą rozmowę i wspólny obiad.

Żal mi było opuszczać Murowaną Goślinę, ale czas naglił, gdyż na wieczór zaplanowano spotkanie z dorosłymi czytelnikami w Złotnikach. Przywitał mnie tu cudowny Pegaz, swobodnie skubiący trawę w ogrodzie, co znaczyło, że miejsce jest przyjazne sztukom. Przed spotkaniem obejrzałam jeszcze wystawę prac rzeźbiarskich miejscowych atystów-amatorów.

 
Kameralne spokanie przebiegło w bardzo sympatycznej atmoserze. Na pogaduszkach o książkach oraz babskich ploteczkach nie wiadomo, kiedy minęło niemal dwie godziny!
 
Wieczór spędziłam w Poznaniu. Polecam sałatkę Bamberka z restauracji Przy Bamberce oraz Gelato Moderno,  nieprawdopodobne lody waniliowe ze świeżą pomarańczą, świeżą bazylią, gorzką czekoladą, octem balsamicznym i... pieprzem, które serwuje uroczy pan Krzyś z restauracji Roma w Poznaniu!
 
Kolejny dzień rozpoczęło spotkanie z młodzieżą ze Szkół Podstawowych Nr 65 przy Kosmonautów oraz Nr 83 "Łejery" w Poznaniu, zorganizowane przez panią Krystynę Adamczak z Księgarni z Bajki. Na fotografii pani Magda Stawicka.
 
 
 
Korzystaliśmy z gościny Domu Kultury Bajka w Poznaniu, za co gorąco dziękuję, a rozmawialiśmy o pasjach i wyborach życiowych.    
 
W przerwie miałam okazję pospacerować po Parku Sołackim, nad którym niespodziewanie rozpętała się prawdziwa wiosenna burza, zmuszając nas do zmiany planów i rezygnacji z wycieczki do Kórnika.
 
 
 
 
 
Tu też po raz pierwszy widziałam rzadko chyba spotykanego ptaka - kurkę wodną. Niestety, umknęła, znim zdążyłam wyjąć aparat.
 
Spotkanie wieczorne miało miejsce również w Księgarni z Bajki na Osiedlu Przyjaźni. W progu powitała mnie szlachecka para, przez pracownice księgarni nazwana żartobliwie "Róża z Wolskim" oraz... czerwony dywan!
 
  
Nie mogłam nie uściskać tej uroczej pary! Zrobiliśmy też sobie pamiątkową fotografię.
 
 
fot. Krystyna Adamczak
 
 
Zdumiewające i wzruszające było to, że przyjechała na nie grupa czytelniczek aż z Piły!
 
Dziękuję wszystkim, którzy organizowali mój pobyt w Murowanej Goślinie, Złotnikach oraz Poznaniu, a zwłaszcza paniom Ani Płonce oraz Krystynie Adamczak. Dziękuję Dorocie Pietrzyk i Grzegorzowi Pasce za opiekę oraz niemal rodzinną czułość!
 
Chciałoby się powiedzieć: Do zobaczenia wkrótce!

Małgorzata Gutowska-Adamczyk

środa, 15 maja 2013

Łomżyński maraton

14 maja odwiedziłam kilka bibliotek w Łomży, Śniadowie oraz Zambrowie.

Tym razem nie było już kompromitacji z odczytaniem godziny odjazdu pociągu, ponieważ  podróż odbywałam samochodem w towarzystwie Krzysztofa Detynieckiego z Naszej Księgarni.

Pierwsze spotkanie miało miejsce w uroczej miejscowości Śniadowo. Przybyła na nie grupa młodzieży z miejscowego gimnazjum wraz z nauczycielami. Rozmawialiśmy o szkole oraz planach gimnazjalistów na przyszłość.

 
Tu kącik dla dzieci, a w kąciku panie ze śniadowskiej biblioteki kuszą mnie ciastkami.
 
Ze Śniadowa pojechaliśmy do Oddziału dla Dzieci MBP w Łomży, gdzie czekała już spora gimnazjalistów z kilku szkół. Chciałam im przeczytać fragment "110 ulic" rozgrywający się w Łomży, ale nie potrafiłam go znaleźć. Mimo tej wpadki spotkanie uważam za udane. Uwieńczyły je wspólne fotografie z uczestnikami.
 
 
 
 
 
 
Czas nas gonił i po wpisaniu się do kroniki biblioteki ruszyliśmy do Zambrowa. Po drodze podziwialiśmy przepiękny krajobraz Podlasia: szeroko rozpostarte, zieleniejące uprawy, ogromne lasy na horyzoncie oraz przebijąjącą się gdzieniegdzie błękitną Narew.
 
 
Fasada biblioteki zambrowskiej.
 
 
Uczniowie przybyli na spotkanie w Zambrowie przygotowali interesujące pytania. Po spotkaniu nawiązały się sympatyczne rozmowy kuluarowe.
 
W Łomży czekała już na nas pisarka Renata Kosin, która pokazała nam fragment miasta, a potem towarzyszyła mi podczas spotkania.
 
Przysiadłam na ławeczce-pomniku Hanki Bielickiej, która znajduje się niedaleko biblioteki.
 
 
 
Tu piękna fasada Miejskiej Biblioteki Publicznej w Łomży.
 
 
 
Oraz ja przy plakacie reklamującym spotkanie.
 
 
Spotkanie dla dorosłych było kameralne, ale niezwykle sympatyczne.
 
 
 
 
 
 
Z Renatą Kosin, autorką "Bluszcza prowincjonalnego"
 
Cztery spotkania autorskie jednego dnia to zaiste maraton, jednak maraton, podczas którego miałam poczucie wsparcia tak u młodzieży, jak i u dorosłych czytelników.
 
Dziękuję bardzo organizatorom, Renacie Kosin oraz Krzysztofowi Detynieckiemu, który również wykonał większość zdjęć!
 
Małgorzata Gutowska-Adamczyk
 

czwartek, 9 maja 2013

Gonię uciekający pociąg, czyli po wizytach na Śląsku

7 i 8 maja 2013 roku spędziłam na Śląsku.
Odwiedziłam kolejno: Kędzierzyn-Koźle, Racibórz, Skoczów i Jastrzębie Zdrój.
Początek był dość pechowy. Spojrzawszy na bilet, datę (7.05) wzięłam za godzinę odjazdu pociągu (06:17). Chyba nie muszę tłumaczyć, co czułam o 05:45, kiedy spostrzegłam swoją pomyłkę?
Jeszcze nigdy nie przygotowywałam się do wyjścia w takim tempie! Gdyby przyjechało po mnie pogotowie, a nie taksówka, może zdążyłabym...
Zabrakło nie tak znowu dużo, może cztery minuty.
Kiedy zdesperowana stałam na dworcu Warszawa Zachodnia, zobaczyłam na tablicy odjazdów, że pociąg EC do Villach, jadący przez Katowice (mój kierunek!) ma dwudziestominutowe opóźnienie. Niech żyją opóźnienia pociągów!
Wsiadłam i w wagonie barowym czekałam na konduktora.
Musiałam oczywiście kupić następny bilet, ale przeuroczy konduktor, sprawdziwszy rozkłady jazdy, o co go wcale nie prosiłam, poinformował mnie, że mam szansę dopaść mój pociąg w Katowicach.
Jakoż w Zawierciu zobaczyłam w peronach coś, co przypominało moje IC, a w Katowicach po kilku minutowym oczekiwaniu przesiadłam się w mój pociąg, dzięki czemu do Kędzierzyna zameldowałam się punktualnie.  
Miałam trochę czasu na przejście się po mieście, spróbowałam też słodkich wypieków tamtejszych cukierników.
Spotkanie w Filli nr 5 przy ulicy Damrota odbyło się o dość nietypowej popołudniowej porze, ale czytelnicy dopisali i w sympatycznej atmosferze porozmawialiśmy sobie o życiu i literaturze.
 
Poniżej z jedną z uczestniczek, Olą Głogowską, która czytała moje powieści młodzieżowe.

 
 
O 18:00 odbyło się spotkanie w Miejskiej Bibliotece Pubicznej w Raciborzu. Oto jej imponująca siedziba:


Podczas powitania poproszono mnie o to, abym usiadła, co starałam się zrobić z jak największą gracją.

 
Potem już było jak zwykle, czyli gadałam, gadałam, gadałam...

 
A czytelniczki cierpliwie słuchały...


Za co im chwała. Jeszcze tylko pamiętkowe zdjęcie...
 
 
I żegnaj, gościnny Raciborzu! Dziękuję za fotografie panu Michałowi!
 
Ranek następnego dnia powitałam w Kończycach Wielkich u wspaniałej osoby, mojej czytelniczki i autorki monografii Zofii Kossak oraz Gustawa Morcinka - Joanny Jurgały Jureczki, która zgodziła się pokazać mi piękny Śląsk Cieszyński.
  
 
 
 
Drewniany kościół pod wezwaniem św. Michała Archanioła w Kończycach Wielkich.
 
 
Monumentalny pałac w Kończycach Wielkich. Dawniej dom dziecka, obecnie wystawiony na sprzedaż. 
 
 
Następnie pojechałyśmy do Górek Wielkich. Zwiedziłam tam Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej i zostałam oprowadzona po Centrum Kultury i Sztuki Dwór Kossaków przez panią Annę Fenby Taylor, wnuczkę pisarki.
 
 
 
 
W tym domku ogrodnika, gdzie po powrocie z emigracji zamieszkała Zofia Kossak, znajduje się obecnie jej muzeum. Z przyjemnością zaglądałam do książek zgromadzonych przez pisarkę.
 
 
 
 
 
 
 Dwór Kossaków, siedziba Centrum Kultury i Sztuki od frontu.

 
Ten sam budynek od strony parku.
 
 
Pomnik Zofii Kossak.
 
Zwiedziwszy obydwa obiekty w Górkach Wielkich udałyśmy się do Skoczowa.
 
 
Za moimi plecami zabytkowy ratusz w Skoczowie, gdzie miałam przyjemność poznać panią burmistrz Janinę Żagan, która też zaszczyciła swoim udziałem moje spotkanie autorskie.
 
 
Dyrekcja i pracownicy MBP w Skoczowie zgotowali mi nie lada niespodziankę. Zobaczcie, co się znajduje za moimi plecami:
 
 
A oto jeden z przepisów śląskiej Cukierni Pod Amorem:
 
 
Oczywiście, jak na cukiernię przystało, były też najprawdziwsze ciastka i kawa. Na spotkanie przyszły dorosłe i nastoletnie czytelniczki, a Ania poprosiła mnie o wspólne zdjęcie oraz napisanie ciągu dalszego "Niebieskich nitek".
 
 
Tu jeszcze fotoreportaż z tego spotkania ze strony Ox.pl:
 
W godzinach wieczornych odbyło się spotkanie autorskie w Kawiarence Pod Sową w Jastrzębiu Zdroju. Stanąwszy przed biblioteką, uświadomiłam sobie, że już tu kiedyś byłam przed dziesięciu laty...
 
 
Serdecznie dziękuję Dyrekcjom oraz Pracownikom bibliotek publicznych w Kędzierzynie-Koźlu, Raciborzu, Skoczowie oraz Jastrzębiu-Zdroju, a zwłaszcza organizatorkom spotkań, paniom: Agacie Matei, Krystynie Komarek, Katarzynie Gawlas i Annie Ruckiej!
Dziękuję Czytelnikom, którzy zechcieli zaszczycić swoją obecnością te spotkania!
Dziękuję Annie Fenby Taylor, za kilka słów o Zofii Kossak.
 
Dziękuję Joannie Jurgale-Jureczce, mojemu śląskiemu cicerone oraz rodzinom: Jurgałów, Jureczków i Grzesiów za wspaniałą, rodzinną atmosferę, która spowodowała, że trudno mi było opuszczać gościnny Śląsk.
Zatem może do zobaczenia?
 
Małgorzata Gutowska-Adamczyk
 
 
 
 
 
 
 
 

sobota, 20 kwietnia 2013

Tegoroczne plany spotkań autorskich Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk


26 kwietnia Płock

7 maja Kędzierzyn Koźle, Racibórz

8 maja Skoczów, Jastrzębie Zdrój

10 maja Gimnazjum nr 15, Warszawa Ochota

14 maja Łomża

16 maja Ladies Night, Warszawa

18 maja Warszawskie Targi Książki

21- 22 maja Murowana Goślina, Suchy Las Poznań, Księgarnia z Bajki

7-9 czerwca Bieszczadzkie Lato z książką: Sanok, Przemyśl, Lesko

12-14 czerwca DKK Kielce


2-6 września Opole oraz Kluczbork, Olesno, Grodków, Zębowice, Gogolin i Lubsza, Namysłów

9-13 września Lublin

20 września  Sosnowiec oraz Targi Książki w Katowicach

23 – 27 września  DKK Wrocław oraz Środa Śląska, Brzeg Dolny, Lubań, Pisarzowice, Trzebnica, Wisznia Mała, Legnica, Chojnów, Żarów, Świdnica

7-11 października Września i okolice

17-18 października Ełk, Grajewo, Bartoszyce, Sępopol

23-25 października DKK Kraków, Targi Książki w Krakowie

30 października Dębe Wielke

4-8 listopada DKK Gdańsk

Na doprecyzowanie terminów oczekuje jeszcze zaproszenie od Książnicy Kopernikańskiej z Torunia. 
 
Dział Promocji WNK

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Czytelnicy piszą do Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk


Ewa i Sławomir Matusiakowie napisali:
 
Dzień dobry!

 Pozwoliliśmy sobie skorzystać z Pani adresu mailowego, który znaleźliśmy na Biblionetce.

Z "Cukiernią pod Amorem" było tak… Moja żona Ewa dostała w prezencie pani książkę „Cukiernia Pod

 Amorem” w  formie audiooboka.  Przesłuchała ją bardzo szybko, zarywając na to kilku nocy. Gdy ja doczekałem się na swoją kolej słuchania to też natychmiast uzależniłem się od tej książki.

Po przeczytaniu trylogii i pierwszej części „Miasta świateł”  zaczęliśmy szukać w Internecie informacji o pani książkach. Trafiliśmy na archiwalne rozmowy z Panią na biblionetce z 2012 roku. Znaleźliśmy tam pytanie jakie książki lubi czytelnik: papierowe czy może w  innej formie? Nasza odpowiedź brzmi, że zdecydowanie
audiobooki lub książki w formie elektronicznej.

Oboje z żoną jesteśmy osobami, które mają duże problemy ze wzrokiem i korzystanie z książek papierowych stało się nie możliwe. Okładka płyt z audiobookiem, proszę nam wierzyć ma piękny zapach taki sam jak i
książka drukowana na papierze. Pachnie  dla nas prawie tak jak świeży chleb. Tak na nas działają ciekawe książki. Dzięki technice osoby takie jak my, które nie posługują się czarnym drukiem mogą korzystać z komputera oraz z pięknej literatury.

 „Cukiernia Pod Amorem” stała się Pani sukcesem. A dla nas czytanie jej stało się wielką przyjemnością. Jeżeli w przyszłości powstanie film to zgłaszamy wniosek aby posiadał opcję audiodeskrypcji. Niecierpliwie czekamy na dalsze losy Róży.  Niech żyją AUDIOOBOKI.

Pozdrawiamy Ewa i Sławomir Matusiakowie

P.S. Tak długie oczekiwanie na drugi tom „Miasta świateł” to psychiczne znęcanie się nad czytelnikiem!
 
Dziękujemy za ten przemiły mail, Dział Promocji Naszej Księgarni!

niedziela, 10 marca 2013

Barczewo, czyli Gutowo

Pamiętacie nasz konkurs na najbardziej gutowski staromiejski rynek w Polsce?
Ogłaszaliśmy go tu:

http://cukierniapodamorem.blogspot.com/2011/11/najbardziej-gutowski-staromiejski-rynek.html


Barczewo Ratusz



Wyniki podaliśmy tutaj:

http://cukierniapodamorem.blogspot.com/search/label/Barczewo

Barczewo, staw od strony rynku
 
 
Szczerze powiedziawszy zgłoszeń było mniej, niż nam się wydawało, że nadejdzie, ale to Wasz wybór. Podobnie stało się z głosowaniem na lokalną cukiernię. Okazało się, że nie chcecie promować swoich regionalnych dóbr, co trochę nas zdziwiło.

Barczewo, wykopaliska

Ale nie o marudzenie teraz chodzi. Dziś na głównej Onetu znalazłam reportaż o Barczewie, miasteczku, którgo rynek w wyniku naszego konkursu, Małgorzata Gutowska-Adamczyk ogłosiła "Najbardziej gutowskim rynkiem staromiejskim w Polsce". Onet zamieszcza dziś więcej zdjęć Barczewa. Możecie je obejrzeć tutaj:

http://poznajpolske.onet.pl/gallery/atrakcje-barczewa-malej-wenecji-na-warmii,1173,image,1.html

Jeśli chcielibyście dać szansę swojemu miastu i zaprezentować je u nas, jako przypominające Gutowo, przysyłajcie swoje propozycje na adres: konkursy@nk.com.pl. W tytule maila proszę napisać "Gutowo".

Miłej niedzieli życzy
Agata z Naszej Księgarni

piątek, 8 marca 2013

8 marca, czyli babskie gadanie, fragment "Rose de Vallenord"


Dziś 8 marca, z tej okazji mam prezent dla wszystkich Pań odwiedziających ten blog!

Małgorzata Gutowska-Adamczyk przysłała nam fragment drugiego tomu "Podróży do miasta świateł. Rose de Vallenord", który jest już niemal napisany! Poniżej okładka:



Przypominam, że książka ukaże się nakładem Naszej Księgarni jesienią tego roku.

Miłej lektury! 



Dumna z osiągnięcia, ale też dość zmęczona i głodna, skierowała się ku drzwiom wejściowym Musee d’Orsay. Ponieważ jeszcze na lotnisku wykupiła wielokrotny bilet wstępu do wszystkich muzeów, mogła w wyższością omijając długą kolejkę, wejść tam bez żadnego problemu. Przechodząc obok Dojrzałości Rodina, uśmiechnęła się do swych wspomnień.

W kawiarni było już dosyć tłoczno, stanęła w kolejce po kawę.
-    Zwiedzanie, jakie to męczące, prawda? – zapytała Zoe, która chwilę później znalazła się tuż za jej plecami.
-    I dobrze wpływa na apetyt – Nina uśmiechnęła się trochę kwaśno, bo sama też już czuła się głodna.
-     Restauracja, dwie kawiarnie, kiosk z jedzeniem na wynos i zawsze wszędzie tłok! Szkoda, że nasze stoiska z pamiątkami nie robią aż takich obrotów, ale przecież sztuki nie da się kontemplować na czczo! Wstrętni burżuje! – wysyczała zezłoszczona Zoe, która jak większość Francuzów znających temat tylko z teorii, była z przekonania socjalistką.

Kupiły po kawie i sałatce, i zaczęły poszukiwać wzrokiem miejsca, które wkrótce mogłoby się zwolnić. 
-     Na długo przyjechałaś? Co cię sprowadza tym razem?  
-      Mam jeszcze miesiąc wakacji, ale chciałabym też pojechać do Val.
-      Co tam jest ciekawego? Jakiś zamek chyba?
-      Muzeum w zamku Vallenordów.
-      Ach tak, rzeczywiście, Rose de Vallenord! Więc badasz polsko-francuskie tropy?
-     Taki nasz kompleks prowincji, chyba nigdy nie zdołamy się z niego wyzwolić. Rose była z pochodzenia Polką, ale nie powiedziałabym, że to polska malarka. Z Polską miała niewiele wspólnego.
-     Nie była gwiazdą pierwszej wielkości. Parę lat temu mieliśmy jakąś niewielką wystawę retrospektywną, ale ostatnio o niej przycichło.

Nina zdziwiła się, że Zoe nie słyszała o kradzieżach dzieł Rose, jednak na razie nie zamierzała wyjawiać tego, co wie.
-    Będę szukała jakichś materiałów do książki. Już sam fakt, że została księżną jest zajmujący.

Zoe zamyśliła się sceptycznie.
-    W tamtych czasach to mogło uchodzić za wyczyn. Poślubienie jej było z pewnością mezaliansem ze strony Vallenorda. Gdyby jeszcze miała pieniądze, a tu nic, żadnej pozycji, żadnego majątku. Nie była nawet zbyt znana jako malarka. Ot, takie zwykłe życie, które trwało i przeminęło.
-      Mimo to chciałabym je zrekonstruować.
-      Ale kogo to jeszcze dziś obchodzi? Kto ci kupi książkę o zapomnianej artystce?
-     Nie zastanawiałam się nad tym. Zresztą jeszcze jej nie napisałam.
-    Masz przynajmniej jakieś stypendium?
-    Nie, tylko wolny czas.
-    I chcesz pracować dla idei? Więc lepiej jedź do Egiptu! Albo na Riwierę. Odpocznij. Teraz przynajmniej jest tam pusto.
-    Nie mam z kim.
-    To wszystko wyjaśnia! Mój ostatni facet też odszedł, bo zostałam weganką! Wyobrażasz sobie?! Wsuwał te swoje befsztyki, nikt mu przecież nie bronił, no owszem, czasem coś tam powiedziałam pod nosem, niezbyt głośno, żeby go nie zranić, ale jemu się nawet moje miny przy stole nie podobały! Kiedy go poinformowałam, że jajka to menstruacja kury, wypluł śniadanie na talerz, a to przecież prawda! Chciałam tylko, żeby wiedział.
-    Zostawił cię z powodu jajek?
-    Do diabła z nim! Po co komu facet? Ciągłe kłopoty, ciągłe nadskakiwanie. Rzygałam już tymi durnymi filmami sensacyjnymi! Czy oni w ogóle mają mózgi?!
-     Niektórzy chyba mają...
-     Spróbuj na takiego trafić! W ciągu ostatnich kilku lat z żadnym nie udało mi się pogadać. Zresztą chyba nawet nie chciałam. Więc pytam, po co stworzono facetów?
-      Żebyś się mogła zakochać?
-      Wierzysz jeszcze w te bajki?! Może do seksu się nadają, ale to też przereklamowane. Przychodzi taki, musisz zmienić pościel, umalować się się, założyć peniuar z seks shopu, pończochy samonośne, bo go to kręci. No i od razu się okazuje, że Kamasutry to on raczej nie czytał, a grę wstępną odbył przed lustrem w windzie. Kwadrans później dostajesz albo i nie tę swoją chwilę. Dla nieszczęsnych trzydziestu sekund musisz znosić jego fochy, posprzątać potem, nie daj Boże coś ugotować, być miłą... A może ja nie chcę być miła?! Może ja jestem zmęczona po pracy, padam z nóg i to ja chcę, aby ktoś był dla mnie miły!
-     Czasami są...
-                     E tam. Wibrator, mówię ci! To jest prawdziwy przyjaciel kobiety. Trzymasz go w szafce, nie zrzędzi, zawsze czysty, pod ręką, nie marudzi i nie musisz potem oglądać razem z nim meczu albo wysłuchiwać historii o szefie, który nie chce mu dać podwyżki. Co mnie obchodzi jego podwyżka, czy on płaci moje raty?! Nie płaci, a jak przyjdzie co do czego, to nawet szafki nie potrafi równo powiesić! I męcz się potem do następnego remontu, bo jemu się wydaje, że przecież jest równo. Nie, nie, faceci są do bani...

Nina westchnęła.   
-    Może przesadzam, w końcu jesteśmy w Paryżu, to zobowiązuje. Ale naprawdę, nie wierz w te bajki, tu jest się tak samo trudno zakochać, jak w Warszawie. Zresztą ile trwa miłość? Dzień? Tydzień? Miesiąc? A potem nuda. Miłość to szkodliwe złudzenie pensjonarek. Żebym jeszcze chciała mieć dziecko, ale nie. Dzieci: koszmar, udręka i całodobowa harówa. Wiem, bo widzę, jak żyje moja siostra. Żadnych facetów, żadnych dzieci. Jamais!
-     Jesteśmy wolne i co z tego mamy? – posępnie zapytała Nina.
-      A coś ty dzisiaj taka, jakby spuścili z ciebie powietrze?
-      Przyjechałam rowerem.
-      Wariatka! A wolność musi kosztować. Pragniesz jechać do Paryża, jedziesz. Jest wrzesień, mając dziecko musiałabyś je prowadzać za rączkę do szkoły albo przedszkola. Wszędzie w pośpiechu, o sobie pomyślałabyś przed snem. Nie da się pogodzić rodziny i wolności. Chcesz się rozwijać, pracować naukowo, pisać książki? Rodzina to kula u nogi...






Z okazji 8 marca Wydawnictwo Nasza Księgarnia życzy wszystkim paniom samych pogodnych i radosnych dni!

Agata z zespołem