Małgorzata Gutowska-Adamczyk i Wydawnictwo Nasza Księgarnia zapraszają do lektury!

Wśród książek Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk znajdziecie powieści obyczajowe, historyczne, groteskę, powieść autobiograficzną. Zapraszamy do lektury!



piątek, 31 sierpnia 2018

"Dziedzictwo Hryciów" - fragment przedpremierowy




– Ponoć dyrektora Fablaku zmienili? – nie podnosząc głowy znad „Trybuny Mazowieckiej”, nieoczekiwanie zapytała starsza pani.
– Coś słyszałam… – bąknęła Teresa. Nie bardzo ją to obchodziło. – Córka pani nie mówiła?
– A mówiła, stąd wiem, ale i w gazecie piszą. Co prawda małą czcionką i na samym końcu, ale jednak. To już kolejny przedwojenny fachowiec, którego zdejmują ze stanowiska. Postawił zakład, rozwinął produkcję, znalazł odpowiednich ludzi, to teraz mogą go wywalić na zbity pysk, bo maszynka sama się kręci. A kogo dadzą? Pewno jakiegoś ćwierćinteligenta, prostego chłopa z awansu i bez matury, ale za to po szkole partyjnej, co na niczym się nie zna. Taki nie ma szansy wybić się dzięki swoim umiejętnościom, właśnie dlatego będzie posłuszny i gotów zwolnić każdego niezależnie myślącego. A że rządzą nami miernoty, to ich podwładni muszą być jeszcze większymi miernotami… Cóż to za panoptikum!
– Pan… co? – nie zrozumiała Teresa.
– To figury jak z cyrku, drogie dziecko. Nie chcę cię obrażać, bo uczciwie pracujesz na swój kawałek chleba, ale żebyś mi się do tej partii pod żadnym pozorem nie zapisywała!
– Może kiedyś trzeba będzie… 
– Pod żadnym pozorem, mówię! – fuknęła starsza pani Wypych. – To panoptikum. Patrzysz na nich i ust nie muszą otwierać, bo widzisz, że durne to i do każdego świństwa gotowe. Chłopska pazerność i zero kultury. Ledwośmy trochę oddechu po Październiku złapali, a oni znów chcą śrubę dokręcać! I to komu? Inteligencji, której mogliby buty czyścić! 
– Ja się tam nie znam… – pojednawczo stwierdziła Teresa, zbyt zajęta ustawianiem kryształów za szkłem, aby mogła choć i próbować intelektualnie dotrzymać kroku swej pracodawczyni. Nie chciała też przypominać, że córka pani Wypych w tymże Fablaku sprawuje funkcję pierwszego sekretarza POP, a ostatnio nawet marzyła o awansie. Zresztą lubiła towarzyszkę Wypych i nie zamierzała też martwić jej matki. 
– I bardzo dobrze! Co ty tam możesz wiedzieć… Ale ucz się, że ta cała partia to bagno! Bag-no! Zapamiętaj moje słowa. Ci, co nami rządzą, zajadle walczą między sobą o władzę. Tylko o władzę i o nic innego im nie chodzi. Taki choćby Fablak… Myślisz, że im zależy, żeby tam produkowali dobre farby? Żeby na eksport szły? I żebyśmy mogli za to kupić pomarańcze? Mają to gdzieś! Bo władza to, widzisz, jest potęga, można się nią upić, jak nie przymierzając wódką i bardziej jeszcze. Dla władzy w historii ludzie nawet najbliższych zabijali, to tym bardziej nie będą się przejmować, jeśli przyjdzie poświęcić kogoś nieznajomego.
– Ale kogo chcą zabić? – przeraziła się Teresa.
– Kto im tam podpadnie. Taka afera mięsna, myślisz, że nie wiedzieli, co tam się dzieje z tym mięsem? Dokładnie wiedzieli. Ale kozioł ofiarny zawsze musi się znaleźć!
– Pani to ta polityka nie służy – zawyrokowała Teresa.
– Nie służy to mi samotność. I nuda – nieoczekiwanie wyznała starsza pani Wypych. – Ale powiem szczerze, że to, co się teraz dzieje, nie napawa mnie optymizmem.
– Matko Boska, czemu?
– Bo widzisz, moje dziecko, ja tam za bardzo za Żydami nie jestem, ale oni swoje już przeszli. Doświadczyli jak mało który naród w dziejach, a tu im się jakąś nową jatkę szykuje. 
– To wszystko piszą w gazetach? – Teresa nie nadążała.
– Nie wprost oczywiście, nie wprost. Ale mój świętej pamięci mąż nauczył mnie kojarzyć fakty. W czerwcu była wojna…
– Gdzie?! 
– Na Bliskim Wschodzie.
– O matko, a już się przestraszyłam!
– Wojna sześciodniowa, bo Izrael w sześć dni dał łupnia Egiptowi. Ruskie stały za Arabami, pojmujesz to?
– Ruskie za Arabami – grzecznie powtórzyła Teresa. 
– Czyli?
– Czyli?
– No, jaki stąd wniosek?! 
– Bo ja wiem?
– A za kim my jesteśmy?! – zdenerwowała się pani Wypych.
– Za Ruskimi? To znaczy za Arabami?… – nieśmiało spróbowała Teresa. 
– Brawo! Czyli nie lubimy?
– Żydów? – Teresa nie była zadowolona z wyniku, do jakiego doprowadziła ją ta dedukcja. – Ale dlaczego?
– Bo kraczemy, jak nam Ruskie każą! 
– I co będzie?
– Jeszcze nie wiem, ale obawiam się, że nic dobrego. Zaczyna się od propagandy i wy to robicie z moją córką w Fablaku, i będziecie to robiły coraz intensywniej, bo zawsze w takich chwilach robi się to cudzymi rękoma.
– Ale co?! – zdenerwowała się Teresa.
– Wiesz, jak się teraz mówi o Żydach?
– Nie.
– Syjoniści. 
– A, widziałam gdzieś na płocie! – przytaknęła zadowolona Teresa. Miała nadzieję, że wreszcie coś zrozumie.
– Ludzie, którzy cudem przeżyli wojnę i okupację, którzy czasem stracili wszystkich bliskich, pracowali dla tego kraju przez dwadzieścia lat, nagle stali się źli, obcy, nazywa się ich syjonistami, piątą kolumną, podejrzewa o zdradę! 
– Dlaczego piątą?
– I tak nie zrozumiesz… Ważniejsze, kto jest teraz dobry, kto stoi po drugiej, po właściwej stronie?
– Polacy? 
– Prawdziwi Polacy! Ci, którym syjoniści razem z inteligencją i dawnymi posiadaczami wszystko zabrali. 
– Ale to chyba nie tak było?… – myślała na głos Teresa. Jej mina wskazywała na wielkie skupienie. – Bo na przykład u nas to folwarczni zabrali to, co najpierw Niemcy, a potem Ruskie rozkradli. Zajezierscy mieliby okradać swoich chłopów?
– No oczywiście, że tak, zanim jeszcze sami zostali wypędzeni. Partia ma dziś monopol na prawdę. Ma telewizję, gazety, a kto ośmieli się powiedzieć, że kłamie w żywe oczy, znaczy podlizuje się prostakom i wszczyna w kraju awanturę, z której nie wiadomo co wyjdzie? Znasz takiego?
– Ja? Nie… 
– Zresztą, gdzie miałby to powiedzieć? Na imieninach u szwagra? – pani Wypych westchnęła, zmęczona swą tyradą. – W głowie się nie mieści: prawdziwi Polacy mówią nieprawdziwym Polakom, żeby się wynosili. 
– Ale dokąd?
– Do Izraela oczywiście! 
– Co „do Izraela”?! – zapytała towarzyszka Wypych, która właśnie weszła do domu. – Mamo, skończże już z tą polityką! Chcę mieć chociaż w domu trochę spokoju! 
– Ty tej dziewczynie nic nie tłumaczysz! – fuknęła starsza pani. – Ona jest ciemna jak tabaka w rogu! Niby pracuje u ciebie, ale nie wie, co się dzieje za opłotkami Gutowa.
– Ile trzeba, tyle wie. I na co jej ta wiedza? Czy od tego człowiek staje się szczęśliwszy? – Towarzyszka Wypych z dziwnym smutkiem wzruszyła ramionami. – Teresa, podgrzej mi obiad!
– Coś się stało?! Masz taką minę, jakby… – podejrzliwie zapytała starsza pani Wypych.
– Nie będę w domu rozmawiać o pracy, chcę w spokoju przeżyć święta!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz