Zapraszamy do lektury!

Zapraszamy do lektury!

Małgorzata Gutowska-Adamczyk i Wydawnictwo Nasza Księgarnia zapraszają do lektury!

Wśród książek Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk znajdziecie powieści obyczajowe, historyczne, groteskę, powieść autobiograficzną. Zapraszamy do lektury!



wtorek, 18 kwietnia 2017

Nowa seria "Cukierni Pod Amorem" już wkrótce!

Uprzejmie informujemy, że Małgorzata Gutowska-Adamczyk zakończyła pracę nad pierwszym tomem drugiej serii powieści "Cukiernia Pod Amorem". Seria przewidziana w sprzedaży na jesień 2017 ukaże się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Pierwszy tom nosi tytuł "Ciastko z wróżbą".




Zapraszamy do lektury udostępnionych poniżej fragmentów powieści.


Dział Promocji.

wtorek, 3 stycznia 2017

Cukiernia Pod Amorem, tom 4 - fragment przedpremierowy

Początkowo wcale jej się nie podobał. Duży, zwalisty, rudawy, ubierał się niechlujnie, wysławiał nieelegancko. Od wielu lat wdowiec, skupiony na pracy, zaniedbany. Gdyby nie przypadek, szczególny splot okoliczności, nie zatrzymałaby na nim spojrzenia. Ale stało się. 

Od razu wiedziała, że ma na nią ochotę, zresztą nie przekroczyła jeszcze czterdziestki, nie tacy jak on jej ulegali... Gdy sprawa ciąży wyszła na jaw, wyjechała z Gutowa. Właściwie uciekła. Była wtedy w związku ze swoim pierwszym mężem, nie mieli dzieci, ale choć wszystkiego się domyślał, Ryszard postanowił adoptować jej syna. Uznała, że to najlepsze wyjście. 

Zamieszkali w Gdańsku, gdzie Ryszard dostał pracę. Mimo że nie zostawili adresu, Waldek jakimś cudem ich odnalazł. Ukląkł i tak długo ze łzami w oczach błagał, aż wreszcie ją przekonał. Właściwie dlaczego? Może przemówiła za nim miłość, której Helena nigdy nie doświadczyła? Prawdziwa, bezkompromisowa, pełna żaru. Mężczyźni romansowali z nią, ale żaden jej nie kochał. Tymczasem Waldek gotów był pokonać wszystkie przeszkody. Dla niej chciał zostać ojcem nieswojego dziecka. 

Warunek był jeden: musiała wrócić do Gutowa. I w tym tkwił szkopuł, bo ojcem Zbyszka był starszy brat Waldka, Grzegorz. Waldek o tym wiedział, a Grzegorz poza jedynym razem, kiedy mu to wyznał podczas jakiejś sprzeczki, nigdy nie wrócił do tematu. Zresztą Zbyszek nawet go nie przypominał, co wszyscy, a zwłaszcza ona, przyjęli z ulgą. To jednak niczego nie zmieniało.  

Powrót nie był łatwy. Helena nie czuła sentymentu do mieściny, gdzie uważano ją za latawicę, ani do rodziny Hryciów, którą Iga, córka Waldka, obrazowo nazywała „sępami”. Helena do nich nie pasowała. Nie chciała też być żoną cukiernika. Jej marzenia i aspiracje, ciągle odkładane na później, z powodu ciąży i drugiego małżeństwa zostały całkowicie zaprzepaszczone. W domu Waldka dramatycznie brakowało kobiety. Jego matka i zarazem wspólniczka już nie żyła, a córka właśnie kończyła studia. Należało zakasać rękawy i nie tylko zająć się niemowlęciem, ale też domem i biznesem.

Źle wspomina początki: ciągłe konflikty z Igą, pamięć o niedawno zmarłej teściowej, która wszystko wiedziała najlepiej, niechętny personel cukierni. Jednak afronty i przytyki Helena przyjmowała z kamienną twarzą. Znosiła je w spokoju, robiła, co uważała za stosowne i systematycznie odciskała na domu i firmie swoje piętno. 

Jej talent plastyczny wkrótce się przydał. Zarządziła i dopilnowała remontów, na nowo zaprojektowała wnętrza, a potem, kiedy nie była już tak bardzo potrzebna dziecku, wzorem starszej pani Hryć stanęła za ladą. Ktoś musiał się poświęcić, zwłaszcza że po śmierci Celiny, aby spłacić rodzeństwo Waldka, zachowując przy tym firmę, musieli zaciągnąć kredyt. Zatem on doglądał produkcji, jej domeną zaś stał się handel. W końcu to nawet polubiła, zrobiła też jakieś kursy marketingu.

Z zewnątrz wyglądali na zamożnych, ale ścibolili każdy grosz, co ich chyba zbliżyło najbardziej. Waldek często ją za to przepraszał, ona jednak wiedziała, że walczy o dobry start dla swego dziecka.
- Kiedyś wreszcie spłacimy ten kredyt – powtarzała bojąc się, że nagle Iga postanowi wyjść za mąż, a huczne wesele znów nadwątli ich zasoby.

Ale Iga na razie nie planowała ślubu. Zakochana w pół Angliku, Xavierze, często wyjeżdżała, aż pomyśleli z Waldkiem, że może zechce u niego zostać na stałe. Jednak wróciła, a w końcu ściągnęła tu przyszłego męża. Mieli wielkie plany – w pobliskich Zajezierzycach kupili hotel Orbisu i postanowili ów dawny pałac Zajezierskich, przywrócić do niegdysiejszej świetności. Na punkcie tego hotelu Iga całkiem zwariowała. To nie był już jedynie biznes, tylko misja.

Helena nigdy nie uwierzyła w piękną bajeczkę, opisaną nawet w pewnej powieści, że ostatni hrabia Zajezierski był dziadkiem matki jej męża, Celiny. Nie mieli na to świadków, nie mieli dowodów poza pierścieniem, który rzekomo znajdował się kiedyś w posiadaniu ojca Celiny, a potem jej samej i jej brata Zygmunta. Skoro był w ich posiadaniu, to jakim cudem został odkopany w podziemnym korytarzu pod rynkiem? Tak czy inaczej, nawet jeśli nieprawdziwa, ta historia dodawała pałacowi i cukierni aury tajemniczości, która się bardzo dobrze sprzedawała.

Zwłaszcza latem pełno było w Gutowie turystów. Poznawała ich po tym, że wchodzili do cukierni z książką, kupowali jagodzianki, rożki francuskie, oglądali zawieszone na ścianach fotografie. Niekiedy o coś pytali. Najbardziej śmieszne było to, że niektórzy mylili ją z Celiną. A przecież zdjęcie Celiny wisiało na ścianie, gdyby żyła, musiałaby już przekroczyć dziewięćdziesiątkę! Zresztą w ogóle nie były do siebie podobne! Jednak aby nie wywoływać rozczarowania, Helena wpisywała im się czasem do książek: „Pozdrawiam, Celina Hryć”. Lubiła też pojawiające się na ich twarzach zdziwienie, kiedy chcąc ich sprowokować, rzucała tajemniczo:
- Ja jestem Helena, ta zła…



wtorek, 25 października 2016

To już zdecydowane - wracam do Gutowa!

Drodzy,

Decyzja nie była łatwa, ale kiedy zapadła, poczułam coś w rodzaju ulgi. W tej chwili umowa z Wydawnictwem Prószyński Media jest już podpisana, a ja grzebię się w historii Gutowa i okolic, bo, tak! na przyszły rok zaplanowaliśmy pierwszy z trzech tomów nowej, współczesnej "Cukierni Pod Amorem".

Akcja będzie się rozgrywała w latach 1945-68 oraz w 2016 roku. Zakres czasowy kolejnych tomów to: 1968-89 i 1989-2016. Akcja pierwszego cyklu  miała miejsce w 1995 roku, minęło więc dwadzieścia lat i sporo się zmieniło. Niektórzy bohaterowie odeszli, inni dojrzali, jeszcze inni się zestarzeli.  

Będzie znów parę zagadkowych historii i zarówno ja, jak Wy, będziemy mieli trochę pracy z przypomnieniem sobie bohaterów  oraz - mam nadzieję - co nieco zabawy w odkrywaniu rozmaitych zawiłych tropów.

Oto pierwsza zagadka i zarazem fragment otwierający. W którym z tomów spotykamy panią Marcoveanu? Uwaga, pytanie jest podstępne!



Szanowna Pani,
Nazywam się Milena Marcoveanu i zdaję sobie sprawę z tego, że moje nazwisko niewiele Pani powie. Na Pani ślad naprowadziła mnie powieść Pani autorstwa,  dotycząca Gutowa, miasta rodzinnego mojego ojca, Izraela Cukiermana vel Ireneusza Gawryły, najmłodszego z dzieci Natana, właściciela przedwojennej cukierni Pod Aniołem. Ojciec zmarł co prawda dwa lata temu, ale utrzymywał długo, że w domu, w którym obecnie znajduje się cukiernia Pod Amorem, jego ojciec, a mój dziadek, przed przymusowym przesiedleniem do getta zamurował cenne rodzinne pamiątki.
Kilka lat temu wybrałyśmy się z siostrą w podróż do Gutowa, usiłowałyśmy nawet odzyskać nasz dom w rynku, który w rodzinie pozostawał przez niemal sto lat, ale mitręga urzędowa nas w końcu pokonała, nie miałyśmy również śmiałości zwrócić się w tej sprawie do właścicieli cukierni. Jak by nas zresztą przyjęli? Co najwyżej jako nieszkodliwe wariatki. Mamy co prawda w Gutowie przyjaciół, mecenas Michalina Gawryło-Frajnic jest mi dobrze znana, gdyż nasz ojciec wychowywany był przez rodzinę Gawryłów i do 1968 roku mieszkał w Polsce, ale nie zaliczają się oni do przyjaciół państwa Hryciów i nie bardzo wierzyłyśmy w powodzenie przedsięwzięcia.
Jak zaproponować komuś, aby szukał w swojej piwnicy pozostawionego tam przed siedemdziesięciu laty depozytu? Nie wiemy przecież, czy już wcześniej nie znaleziono i nie sprzedano tego, co nasz dziad ukrył. To bardzo utrudnia sprawę i czyni ją niezwykle delikatną. Musi Pani wiedzieć, że jesteśmy z siostrą i bratem raczej zamożni, nie kieruje nami chęć zysku. Na stare lata chcielibyśmy jedynie załatać lukę, którą wojna i czasy PRL-u uczyniły w historii naszej rodziny oraz odzyskać pamiątki, które nasz dziad powierzył tym murom.
Piszę do Pani, gdyż wyczuwam w niej osobę życzliwą ludziom i rozumiejącą ich, a nie oceniającą. Wiem również z Google’a, że jest pani wspólnikiem dużej amerykańskiej kancelarii prawniczej, zajmującej się pomocą Żydom i Polakom, którzy pragną odzyskać swoje mienie. Czy mogłaby nam Pani w jakikolwiek sposób pomóc?

                                                                        Z poważaniem,
        Milena Marcoveanu