Zapraszamy do lektury!

Zapraszamy do lektury!

Małgorzata Gutowska-Adamczyk i Wydawnictwo Nasza Księgarnia zapraszają do lektury!

Wśród książek Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk znajdziecie powieści obyczajowe, historyczne, groteskę, powieść autobiograficzną. Zapraszamy do lektury!



czwartek, 10 czerwca 2010

Bardzo dziękujemy za przesłane pytania! Nagrodzić postanowiliśmy panią justine77_77, gratulujemy!

Wywiad imieninowy:
FEMINIZM SIĘ PRZEŻYŁ


ewa_zet:
W kontekście Pani najnowszej książki, „Cukierni Pod Amorem”, pada słowo „feminizm”. Czy jest Pani feministką?

Uważam, że feminizm się przeżył. Zwłaszcza jego radykalna forma przyniosła więcej złego niż dobrego. Same sobie zgotowałyśmy ten los, że teraz jesteśmy (wiele z nas) facetami we własnych domach. Kiedyś od mężczyzn wymagało się utrzymania rodziny, teraz oni zaledwie pomagają w tym zadaniu swoim żonom. Tymczasem obciążenia kobiet ani trochę nie zmalały. Gdzie tu sens?
Nie mam nic przeciwko awansowi społecznemu kobiet, jednak każda z nas musi uczynić we własnym sercu rozrachunek: „Czy chcę się wyrzec obserwowania, jak dorastają moje dzieci?”.
Ja nie chciałam. Z dyplomem marketing menedżera w kieszeni ruszyłam na podbój korporacji (na początku lat dziewięćdziesiątych w Polsce było to dziecinnie łatwe), ale zatrzymałam się w tym marszu, by moi synowie nie biegali po podwórku z kluczami na szyi.
Inny, fatalny moim zdaniem aspekt feminizmu, to fakt, że zabił nam męskość. Kobiety w swej społecznej roli zrównały się z mężczyznami, robimy już wszystko to, co oni, nawet służymy w wojsku i latamy w kosmos. Tymczasem obserwujemy niepokojący upadek idei mężczyzny. Moje młode koleżanki są w większości singielkami, twierdząc, że nie ma już fajnych facetów. Czy nie zabiłyśmy ich własnymi rękoma? Jak można zachwycać się kimś, kto stoi niżej ode mnie?

Picadily: Co Pani myśli o współczesnych powieściach dla kobiet?

Trudno mi się wypowiadać o tak rozległym temacie, znając go jedynie na wyrywki. Powiem tylko, że zadziwiająca jest skłonność czytelniczek do powieści, które dają im recepty na życie w stylu: „Jeśli masz czterdziestkę i okropnego męża, wyjedź na zadupie, a tam poznasz fantastycznego faceta i raz na zawsze odbudujesz swoje życie!”.
Gdyby można było schudnąć, czytając książki o odchudzaniu, po ulicach chodziłyby same Naomi Campbell. Gdyby recepty z powieści dla kobiet nie były tylko pobożnym życzeniem ich autorek, świat już dawno byłby rajem.
Powieści z prostymi rozwiązaniami fałszują rzeczywistość. Jeśli nasze życie jest nieudane, ponosimy winę w takim samym stopniu jak nasz partner i ucieczka nic tu nie zmieni. Zresztą osoby, które nam serwują te przepisy, są najlepszymi przykładami na to, że życzeniowe powieści pisze się łatwo, życiowa zmiana zaś, mimo sukcesu komercyjnego tych książek, jest wciąż w sferze planów.

Maloa: Czy wystąpiłaby Pani, jak Katarzyna Grochola, w „Tańcu z gwiazdami”?

Niestety, nie mam takich świetnych nóg, tupetu Pani Katarzyny ani zaproszenia do programu, które mogłabym ewentualnie przyjąć…

Kasia_zegrze: Jaki jest Pani ideał mężczyzny?
Mój mąż.

justine77_77: Jakie słodycze zainspirowały tytuł książki „Cukiernia pod Amorem”?

Po pierwsze: moje szczęśliwe życie, które pozwala mi się skupić na pisaniu rzeczy, którą potem można sączyć z wolna, niczym wino porzeczkowe, smakując nieśpiesznie podczas spokojnego wieczoru.
Zawdzięczam go też mojemu dzieciństwu, które toczyło się w cieniu pewnej cukierni. Jej smaki to przede wszystkim lody, sprzedawane na gałki, ale również ciastka. Ulubione to chyba jagodzianki, rożki z francuskiego ciasta z jabłkiem i ponczowe (jednak po strzepnięciu kleksa z kremu, którego nie cierpiałam i który zawsze odstręczał mnie też od tortów).

Zuzia_1990: Czy lubi pani słodycze i czy często sobie na nie pozwala? I czy ma pani swoją ulubioną cukiernię?

Jestem łasuchem i uwielbiam słodycze, teraz już najchętniej swojej własnej produkcji, takie jak serowe drożdżówki kruszonką, kruche babeczki z kajmakiem czy tiramisu. Nie przepadam za lodami, lubię natomiast czekoladę na zimno i gorąco.
Sympatią darzę warszawskie cukiernie – Bliklego przy Nowym Świecie i Gamę przy Międzyborskiej, oraz dwie mińskie: Kolasińskich i „Ekler”.

monika.k.:
Który z bohaterów „Cukierni” jest najbliższy pani ideałowi mężczyzny i która z bohaterek jest najbardziej podobna do pani?

Mogę na razie mówić jedynie o pierwszym tomie, tu najbliższy mojemu sercu jest Szczęsny Sikorski. Chłopak dzielny, pracowity i gotów się zdeklasować, by połączyć się z ukochaną. Na pierwszy rzut oka może trochę nieporadny, ale myślę o nim z wielką czułością.
Natomiast z kobiecych bohaterek pierwszego tomu wielkim szacunkiem darzę Barbarę Zajezierską. Czy jestem do niej choć trochę podobna? Chyba tak, aczkolwiek żywy człowiek jest zawsze o wiele bardziej skomplikowany niż bohater literacki.

Krzysztoff: Czy ogląda pani seriale swojego męża?

Tak, a szczególnie lubię „Ranczo”.

Hankabryk82: Czy ciężko zbiera się materiały do takiej sagi? I co najbardziej panią zdziwiło podczas pisania?

Jeśli coś robimy z przekonaniem, to praca przychodzi z łatwością, nawet jeśli na pierwszy rzut oka przekracza nasze możliwości. Kiedy zaczynałam pisać „Cukiernię”, nie miałam pojęcia, że zanurkuję w XIX wiek. To miała być historia rodzinna, zaczynająca się w latach dwudziestych XX wieku, kiedy urodziła się Celina Hryć. Jednak już na samym początku jakoś tak samo z siebie mi się napisało:
„Prawie równo sto lat wcześniej, w ponurą Wigilię Narodzenia Pańskiego 1895 w odległych o kilka tysięcy mil zakątkach świata…” – cóż było robić? Poszłam za tym głosem.
Teraz mam cały regał źródeł, które przez te dwa lata zgromadziłam (w tym „Cukiernictwo – podręcznik technologii dla ZSZ”) i lęk w sercu, że tom trzeci będzie definitywnym rozstaniem z Gutowem i moimi bohaterami.
Podczas pracy jedna refleksja towarzyszyła mi przez cały niemal czas: historia czytana przez losy konkretnych ludzi jest o wiele bardziej barwna niż ta, której nas uczą w szkole.

Hamster: Gdyby mogła się pani przenieść w przeszłość, do jakiej najchętniej epoki?
Gdzieś dawno i daleko: starożytna Mezopotamia? Chiny dynastii Han? Imperium Khmerów podczas budowania świątyni Angkor Wat? Oczywiście pojawiłabym się tam, najchętniej trzymając w dłoni bilet powrotny o niezbyt odległym terminie.

1 komentarz:

  1. bardzo ciekawy wywiad! niestety nie zdążyłam z pytaniem...
    serdeczne pozdrowienia dla autorki - niecierpliwie czekam na tom drugi!

    małgosia

    OdpowiedzUsuń